Łatwiej znaleźć we Wrocławiu miejsce, w którym można wziąć pożyczkę na niedzielny obiad z rodziną w eleganckim lokalu niż ten lokal. Z atrakcyjnych ulic znikają też księgarnie, pracownie złotnicze, a ostatnio nawet sklepy spożywcze. Ulicami zaczynają rządzić banki.
Łatwiej znaleźć we Wrocławiu miejsce, w którym można wziąć pożyczkę na niedzielny obiad z rodziną w eleganckim lokalu niż ten lokal. Z atrakcyjnych ulic znikają też księgarnie, pracownie złotnicze, a ostatnio nawet sklepy spożywcze. Ulicami zaczynają rządzić banki – czytamy w „Gazecie Wrocławskiej”.
Tylko przy pl. Bema jest 9 placówek finansowych. Jak donosi dziennik, w tym roku powstało aż 6 z nich. Trochę dalej, przy ul. Jedności Narodowej, duży bank skandynawski zajął miejsce po sklepie spożywczym, który działał tam od kilkudziesięciu lat. Sto metrów od niego są kolejne trzy banki. Na otwarcie czekają następne oddziały w biurowcu przy ul. Strzegomskiej. Podobnie jest w ścisłym centrum Wrocławia.
Gazeta podaje, że w tej chwili we Wrocławiu znajduje się prawie 250 oddziałów bankowych. Drugie tyle stanowią mniejsze punkty kredytowe. Nie ma wątpliwości, że jednych i drugich będzie jeszcze więcej. Eksperci szacują, że najbliższych 10 lat będzie tłustych dla usług finansowych. Urbaniści podkreślają, że tendencja lokowania banków w centrach miast panuje w całej Europie. – Ale banki muszą przeplatać się z knajpami czy galeriami. Centra mają być wielofunkcyjne – podkreśla Rafał Eysymontt, wrocławski urbanista. Dyrektor biura rozwoju miasta Tomasz Ossowicz zapewnia, że zostaną wprowadzone ograniczenia w planach miejscowych, jeśli chodzi o banki i usługi, które nie generują ruchu ludzi – czytamy dalej.
Źródło: „Gazeta Wrocławska” 04.09.2008 | 2008-09-11
Czy ten artykuł był dla Ciebie interesujący?
Zainteresował Cię artykuł? Podaj dalej!
Wiadomości
Komentarze (0)
Pokaż wszystkie komentarze (0)